Wstęp
W tytule naszej, książki, wskazującym, że będzie w niej mowa o chorobach „naglących" w przeciwstawieniu do pokrewnych prac autorów z innych specjalności, w których mówi się o chorobach „nagłych", uwydatnił się nasz punkt widzenia. Ujęliśmy w tym określeniu inny zakres chorób niż ograniczony terminem „nagłe". Od razu pragniemy podać kilka słów wyjaśniających.
Na ogół przez chorobę „nagłą" rozumiemy te stany, w których na skutek nagle powstałych zmian w szybkim tempie rozwijają się objawy chorobowe. Lekarz musi szybko ustosunkować się do powstałych zjawisk, aby okazać choremu celową pomoc. Nie są to jednak tylko stany bezpośrednio zagrażające życiu lub grożące kalectwem, ale raczej wszystkie te, które zaskakują chorego i lekarza — niezależnie od ich konsekwencji
W naszym ujęciu nie jest ważne, czy choroba powstaje nagle, czy też rozwija się powoli, i na tym polega odrębność naszego ujęcia. Chorobą naglącą chcemy nazwać taki stan chorobowy, w którym od postępowania lekarskiego zależy los chorego. A więc po pierwsze, warunkiem zaliczenia choroby do rzędu przez nas omawianych musi być jej niebezpieczeństwo, to że w pewnym odsetku może ona spowodować śmierć lub kalectwo. Jest to cecha stała i niezmienna tych chorób. Jeśli choroba była niebezpieczna pod tym względem 100 lat temu, pozostaje zasadniczo taką do dnia dzisiejszego (w stosunku do chorób zakaźnych mogą zachodzić zmiany okresowe w ciężkości przebiegu) Drugim koniecznym warunkiem, który kwalifikuje chorobę do rzędu naglących, jest możliwość zastosowania w niej skutecznej interwencji lekarskiej. Tutaj z biegiem czasu zachodzą zmiany i wraz z postępem medycyny coraz więcej chorób przechodzi do omawianej przez nas kategorii. I tak przed okresem wykrycia patogenezy tę-życzki, przed zrozumieniem znaczenia diety, znaczenia witaminy D i podawania środków zakwaszających, tężyczka nie była chorobą, którą można by zaliczyć do rzędu naglących,
gdyż pomimo związanego z jej obecnością niebezpieczeństwa nie było środków szybko na nią działających. Podobnie ma sią sprawa z gruźliczym zapaleniem opon, którego leczenie jeszcze 20 lat temu było całkowicie beznadziejne. Dzisiaj natomiast, wobec możliwości skutecznego leczenia, są podstawy do zaliczenia tej choroby do kategorii naglących. Jednakże dwie wyżej podane cechy — niebezpieczeństwo dla życia oraz możliwość leczenia — jeszcze nie są dostateczne. Musi być spełniony jeszcze trzeci warunek, a mianowicie musi mieć miejsce okoliczność, że los chorego zależy od wszczęcia natychmiast odpowiedniego lub bardzo szybkiego leczenia, ponieważ wszelkie opóźnienie musi wybitnie zmniejszyć szanse wyzdrowienia. Ta ostatnia okoliczność nakłada na lekarza obowiązek szybkiego rozpoznania. Reasumując powyższe, za chorobę naglącą chcemy uważać cierpienie groźne dla chorego, poddające się leczeniu i wreszcie takie, w którym od szybkiego ustalenia rozpoznania i zastosowanego w -rezultacie leczenia zależy los chorego. Nie będą natomiast zasadniczo należały do kategorii naglących te choroby, które nie zagrażają ciężkimi następstwami, które nie dają się skutecznie leczyć i wreszcie te, w których opóźnienie w leczeniu nie zaważy na losie chorego.
Jeżeli przy pierwszym oglądaniu chorego nie udaje się ustalić pewnego rozpoznania, to na pewno wysiłek myślowy każdego sumiennego lekarza pójdzie w następującym kierunku. Musi zadać on sobie pytanie, czy jest w stanie z całkowitą pewnością wyłączyć istnienie w naszym pojęciu naglącej choroby A jeśli nie, to co należy uczynić, kiedy powtórzyć badanie chorego, jakie należy wykonać badania laboratoryjne, ażeby ustalić, że jest. to ewentualnie choroba, która zagraża życiu chorego lub jego otoczeniu, w której jak najszybciej, natychmiast, za godzinę, dzisiaj lub najpóźniej w dniach najbliższych muszą być zastosowane środki zapobiegające niebezpieczeństwu.
Takie niewątpliwie uzasadnione stanowisko lekarza stało się punktem wyjścia dla naszej pracy, zdecydowało o wybraniu chorób naglących jako jej tematu, wpływało na ujęcie przez nas metod rozpoznawania różnicowego pod kąteni widzenia szybkiego rozpoznania, na podanie tych metod leczenia, które usuwają niebezpieczeństwo dalszego' niepomyślnego rozwoju choroby, wreszcie kazało określić granice działania pediatry-interflisty, aby ten w odpowiedniej chwili przekazał chorego w ręce -innego specjalisty Okoliczność ta również każe mieć na oku zasadę primum non nocere i ostrze-
ga przed stosowaniem środków, które mogłyby zamaskować chorobę. Wreszcie i względy natury społecznej, które również obowiązują lekarza w każdej chwili jego działalności, skłaniają do szybkiej decyzji tam, gdzie mamy do czynienia z chorobą grożącą otoczeniu i gdzie szybkie rozpoznanie uchroni je od niebezpieczeństwa, jakie przedstawia sobą chory.
Nasza praca odbiega od innych opracowań na analogiczny do pewnego stopnia temat w innych działach medycyny w tym sensie, że poświęca ona znacznie więcej miejsca rozpoznaniu wysuniętemu na pierwszy plan. Czynimy to po pierwsze z tego względu, że nasza książka jest przeznaczona — i to chcemy podkreślić — nie tyle dla lekarza szpitalnego, ile dla lekarza terenowego, ambulatoryjnego oraz dla lekarza odwiedzającego chore dzieci w domu, który nieraz nie ma specjalizacji pediatrycznej. Są to koledzy pracujący w lecznictwie otwartym, którzy w masie zgłaszających się chorych muszą właśnie rozpoznać przede wszystkim stany wymagające natychmiastowej interwencji. Drugim powodem, dla którego rozpoznanie wysunęliśmy na czoło naszych rozumowań, jest następująca okoliczność. Nie ulega wątpliwości, że diagnostyka chorób dziecięcych jest bardziej skomplikowana, gdyż choroby te mają o wiele rzadziej niż choroby osób dorosłych charakter narządowy i monosymptomatyczny. U dziecka reakcja ustroju na czynnik chorobotwórczy ma charakter o wiele bardziej ogólny, oddziaływanie-ze strony odległych od ognisk chorobowych narządów jest sprawą powszednią. Wszystko to spowodowało, że sprawę diagnostyki, i to pokierowanej odpowiednio dla naszych celów, wysunęliśmy świadomie na pierwszy plan. Podkreślamy „dla naszych celów", tzn. dla szybkiego ustalenia obecności lub wyłączenia choroby naglącej. Bez tego wyjaśnienia mógłby być uczyniony zarzut, że przecież lekarz zawsze rozpoczyna swą czynność od rozważań diagnostycznych.
Okoliczność, że nasza praca została przeznaczona głównie dla lekarza terenowego, zmusiła nas do zajęcia się w tej samej mierze tymi chorobami, których leczenie nadal będzie pozostawało w rękach pediatry i internisty, co i tymi, w których lekarz musi przekazać chorego na dalsze leczenie w ręce specjalisty — chirurga dziecięcego. Stało się tak nie tylko dlatego, że w pediatrii rozdział pomiędzy internistą a pediatrą chirurgiem jest mniejszy, aniżeli to ma miejsce wśród tych specjalistów osób dorosłych, ale głównie i dlatego, że poważnym zadaniem pediatry jest właśnie ustalenie konieczności przekazania chorego dziecka do rąk chirurga, laryngologa,
dermatologa, lub wreszcie neurochirurga. Bez orientacji w tej mierze lekarz będzie skazany na szereg niepowodzeń o nieobliczalnych skutkach. Oczywiście w naszych rozważaniach strzegliśmy się wkraczania na teren innych specjalności, z. chwilą gdy rozpoczyna się leczenie. Toteż zwłaszcza koledzy chirurdzy i laryngolodzy wybaczą nam pewną śmiałość i mniemamy, że nie spotkamy się tutaj z większymi zarzutami z ich strony. Uważaliśmy jednak za konieczne ujęcie całokształtu tego, z czym spotyka się lekarz terenowy, podkreślenie wszystkich możliwości, jakie nasuwają mu się w obliczu chorego, a które mają go skłonić do ewentualnej szybkiej decyzji.
Praca nasza ma na celu uchronienie kolegów od omyłek rozpoznawczych oraz danie wskazówek dotyczących postępowa.-nia w okresie, jaki następuje po ustaleniu rozpoznania. Dlatego też niejednokrotnie rozważania odnoszą się tylko do tego okresu, szczególnie w przypadkach, w których chory musi być przekazany innemu specjaliście. W przypadkach jednak, w których chory musi nadal pozostawać w rękach pediatry, nasze wywody obejmują także pierwszy, okres leczenia internistycznego. Natomiast dalsze leczenie tych stanów rzadko kiedy zostało uwzględnione, a szczegółowiej ujęte zostało tylko w przypadkach, w których jest to konieczne ze względu na trwającą grozę.
Przy przeglądaniu spisu treści układ omawianego przez nas materiału może się wydać czytelnikowi zawiły i niedostatecznie konsekwentny. Może on odnieść wrażenie, że układ ten został oparty na różnych zasadach. Pierwsza zasada podziału miałaby charakter topograficzny (choroby z objawami ze strony jamy brzusznej, układu nerwowego, układu oddechowego i krążenia). Druga zasada podziału opierałaby się na stanach czynnościowych (stany śpiączkowe, stany gorączkowe). Sprzeczność ta jest jednakże tylko pozorna i w rzeczywistości podział ten jest jednolity, gdyż podstawą wyodrębnienia każdego działu jest dominująca cecha semiotyczna objętych nim chorób. W jednym przypadku odpowiada ona układowi anatomicznemu, w drugim' zaś wiążącą cechą jest wspólnota patofizjologiczna. Wyjątek stanowią tylko dwa działy: choroby noworodków i stany polekowe. Choroby noworodków omawiamy oddzielnie z tego powodu, że w tym wieku występują odrębne nieraz stany chorobowe, przebieg zaś chorób wspólnych z wiekiem starszym posiada niejednokrotnie odmienną symptomatologię.
Stany polekowe zostały ujęte w odrębnym rozdziale, jed-
nakże, jak to zostało podane we wstępie do tego rozdziału, zatrucia te zostały uwzględnione również w działach omawiających stany śpiączkowe oraz wstrząs posurowiczy,- zatem i tutaj została zachowana zasada łączności semiotycznej.
Nie mogliśmy pominąć chorób nienaglących, gdyż nieraz stwierdzenie ich od razu niemal wyłącza podejrzenie o chorobę naglącą, a stąd znajomość ich symptomatologii ma decydujące znaczenie rozpoznawcze. I tak stwierdzenie, że przyczyną krwawienia z przewodu pokarmowego jest choroba Schonlina-Henocha (purpura abdominalis), uspokaja lekarza co do możliwości innej niebezpiecznej przyczyny krwawienia, pominąwszy oczywiście możliwość wystąpienia wgłobienia jako dalszego powikłania w tej chorobie. Wyjaśnienie, że przyczyną bólu brzucha jest ostry ropomocz, również pozwala lekarzowi na wyłączenie nagłości choroby z tym zastrzeżeniem, że jest możliwe jednoczesne zapalenie wyrostka, a zatem chory wymaga dalszej sumiennej obserwacji.
W naszej pracy staraliśmy się podać czytelnikowi to, co uważaliśmy za najważniejsze, dążąc do zachowania przejrzystości pracy.
W toku pisania mieliśmy pewne trudności związane z odmiennym od zwyczajowego ujęciem naszego zadania. Musimy przyznać, że szeregu ich nie przewidywaliśmy w pierwotnych naszych założeniach. Będziemy dostatecznie zadowoleni, jeśli ogół kolegów uzna, że nasze zasadnicze podejście jest właściwe, i że w ten sposóh ujęta praca, choć nie bez usterek, da im pewne korzyści praktyczne.
Henryk Brokman